środa, 28 czerwca 2017

Osteoporoza - szarlataneria z gęstością kości

Większa gęstość kości u kobiet jest skorelowana ze złośliwym rakiem piersi,
Jeżeli wolność słowa cokolwiek oznacza, to oznacza ona prawo do mówienia tego, czego ludzie nie chcą słyszeć i co chcieliby ukryć”. Jerzy Orwell 


Jak na pewno zdążyłeś się przekonać Szanowny Czytelniku, bardzo modnym tematem stało się zjawisko osteoporozy. Pisałem już o tym kilka razy, ale tsunami sprzedaży tzw. leków na osteoporozę świadczy, że wypełnianie idiotycznych procedur jest bezmyślnie kontynuowane. Jak można się zorientować, ani Ministerstwo, nie wiadomo dlaczego zwane Zdrowia, ani Izby Lekarskie, nie stoją na straży rzetelności wykonywania zawodu lekarza. Wręcz przeciwnie, niejasna sytuacja dofinansowywania Izb Lekarskich, jak również niepublikowanie sprawozdań, każe z przymrużeniem oka oceniać te wszelkiej maści wystąpienia działaczy. Proszę zauważyć, że szeroko nagłaśniana wśród działaczy akcja „czystych rąk”, zaowocowała ujawnieniem tylko 20%  osobników „współpracujących” z firmami farmaceutycznymi. Najlepszym dowodem bezpośredniego przełożenia współpracy „lekarza” z firmami na jego postępowanie, jest donos kierownika ośrodka w Gniewkowie na Matkę, która nie chce zaszczepić swojego dziecka przeciwko gruźlicy, czyli szczepionką nie mającą wielkiego znaczenia, a w takich krajach jak USA, w ogóle nie stosowaną. No, ale oczywiście to śmieszni Amerykanie nie wiedzą, co robią, a pan kierownik ośrodka  zdrowia ma dużo większą wiedzę i doświadczenie, aniżeli 320 000 000 Amerykanów. http://www.polishclub.org/2016/05/18/dr-jerzy-jaskowski-osteoporoza-wapno-zmiany-mozgowe/http://educodomi.blog.pl/2014/09/16/osteoporoza-oglupiania-lekarzy-ciag-dalszy/ http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/oglupiania_lekarzy_ciag,p988839782

Na czym polega cała szarlataneria z tą gęstością kości, tak nagminnie nagłaśniana obecnie w Polsce? Generalnie sprawa sprowadza się do przemysłu, który wyprodukował aparat i koniecznie chciał go sprzedać medycynie. Pierwszym, który zorientował się, jak łatwo oszukiwać ludzi poprzez medycynę, był niejaki Rockefeller. W prosty sposób, sprzedając naftę jako najlepszy środek na raka, naciągał masę ludzi. Butelka nafty kosztowała 37 dolarów, a koń w owych czasach kosztował 10 dolarów.  Po wielu latach podobny proceder sprzedawania nafty jako leku na raka został wprowadzony w Polsce w stanie wojennym, razem z przyprowadzeniem niejakiego Harrisa poprzez Kościół. Huncie było to bardzo na rękę i zezwalała na takowe zgromadzenia chętnych przed kościołami. Hunta widząc takowe powodzenie akcji, zaczęła organizować podobne akcje z niejakim Nowakiem albo telewizyjne z Kaszpirowskim. Jak starsi pamiętają, takie naigrywanie się z elementarnej wiedzy nie tylko medycznej, nie powodowało żadnych protestów środowisk naukowych, ani wyższych uczelni medycznych, nie wspominając o Ministerstwie, nie wiadomo dlaczego, zwanym Zdrowia. Zresztą jest to zupełnie podobna sytuacja do sprowadzania magów filipińskich, czy innych, za cichą aprobatą Izb Lekarskich i Ministra Zdrowia. Proszę zauważyć, Izby Lekarskie ostro występowały przeciwko homeopatii, Minister miesza się i wprowadza siłowe rozwiązania szczepionek, a zupełnie „olewa” sprawę magów rozmaitej proweniencji, grasujących w naszym Kraju? Przecież oni się oficjalnie reklamują w prasie masowej dezinformacji.
Sam musisz sobie na to i podobne pytania odpowiedzieć, Dobry Człeku. Można by przypuszczać, że poziom merytoryczny tych rektorków i profesorków w stanie wojennym nie odbiegał znacznie od poziomu Harrisa. Ad rem.  Dlaczego wszystko, co jest związane z tzw. osteoporozą, jest generalnie oszustwem? 

To bardzo proste!  Definicję osteopenii wymyślili eksperci powołani przez WHO w 1992 roku. Oczywiście, nie ma żadnych wątpliwości, że WHO ich samo wybrało, przynajmniej prasa nie podawała żadnych informacji o konkursie na to stanowisko.  Już w 1994 roku wymyślono przeciwstawne pojęcie osteoporozy. W podtekście było wiadomym, że za tymi pojęciami stoi przemysł farmaceutyczny, mający do sprzedaży gotowe preparaty.  Dlaczego było wiadomym?  Ponieważ musiano stworzyć normy prawidłowej gęstości kości. Powstało wiec pytanie, jak to zrobić. Owi oenzetowscy genialni eksperci wpadli na pomysł, żeby jako normę przyjąć gęstość kości 32 letniej kobiety. Jestem w stanie to zrozumieć. W tym wieku kobieta jest juz dorosła i wie, co trzeba robić, aby starsi panowie nie spali. Przecież dla każdego faceta jest zupełnie jasnym, że nie mogli przyjąć gęstości mineralnej kości 80-letniej staruszki. Nie wymaga to chyba wyjaśnień? Tak więc postępowali jak najbardziej naukowo, z zastosowaniem matematyki. Uznali, że w normie mieści się gęstość mineralna kości standardowej białej kobiety, mierzona urządzeniem rentgenowskim zwanym absorpcjometrem podwójnej gęstości DXA, lub DEXA, plus minus 2,5 odchyleń standardowych. No i od razu wpadli do dołka, który sobie sami wykopali.  

Po pierwsze, wiadomo już na pierwszym roku studiów medycznych każdemu studentowi, że w miarę starzenia się, gęstość kości maleje. Tak więc owi  WHO -wscy eksperci po prostu zamienili starość na interes. Tak przyjęte wartości „prawidłowe” już od razu zaliczają  ponad  16 % młodych kobiet do grupy chorych na osteopenię, czyli wymagających leczenia. Dalsze 3% ludzi ma już w wieku 30 lat osteoporozę, czyli także wymaga leczenia.
Po czynach ich sądzić będziecie.  Wynika z tego prostego przykładu, że celem było stworzenie większej grupy chorych. Z tych samych wyliczeń wynika jednoznacznie, że np. w wieku 25 lat 15% ludzi ma osteopenię, a w wieku lat 50 liczba ta wzrasta do 33%. W wieku 65 lat już 60 %  ludzi będzie chorowało, z tego 40% będzie miało osteopenią, a 20% osteoporozę. Jak zwał tak zwał, ale płacić trzeba. Co za różnica, czy to osteoporoza, czy osteopenia, ważne, aby ludzie kupowali nasze leki. I mamy kolejny problem. J.Clinical Dencytometria opublikował pracę, z której wynika, że aż 30 do 39 % pacjentów, którym zdiagnozowano osteoporozę, po zmianie projekcji aparatu z Z, na T-score, okazało się być w grupie prawidłowej. Czyli zaliczenie do grupy osteopenii, czy osteoporozy, zależy także od naciśnięcia odpowiedniego klawisza w aparacie.

Dużo poważniejszym problemem jest fakt, że gęstość kości niewiele ma wspólnego z jej wytrzymałościączyli jakością. Każdy uczeń szkoły podstawowej wie, że np. szkło jest bardzo twarde, ale jednocześnie bardzo kruche, a drewno odwrotnie, jest miękkie, ale złamać je nie jest tak łatwo. Albo proszę zaobserwować pajęczynę, która ma niesamowitą wytrzymałość, a praktycznie nie ma gęstości. Innymi słowy, tzw. ekspertom WHO pop.....ło się dokładnie w głowach, o ile je mają. Pomieszali gęstość, czyli ilość jąder atomowych na cm3, z elastycznością materiału. Od razu widać, jaki poziom merytoryczny reprezentują owe ludziki. W WHO nie jest to nic nadzwyczajnego, proszę sobie przypomnieć sprawę tzw. świńskiej grypy z 2009 roku. 
Problemem jest, niestety, to o wiele poważniejsza sprawa, mianowicie jaki poziom reprezentują polscy reumatolodzy, ortopedzi itd., skoro bezmyślnie przyjęli takowe wyjaśnienia. Te olbrzymie plakaty o osteoporozie w przychodniach. Telewizja cały czas reklamuje odpowiednie leki na osteoporozę, czy osteopenię. Interes kwitnie, ponieważ te reklamy są płatne, a płacić musi pacjent w cenie kupowanego leku.  Proszę zauważyć, Ministerstwo, nie wiadomo dlaczego, nazywane Zdrowiaskreśliło elementy mechaniki z przedmiotów: fizyka medyczna, biofizyka, czy ortopedia. W rezultacie nawet tak proste deformacje, jakie występują u kobiet podczas chodzenia w szpilkach, nie są rozrysowywane. Wiadomo, że ponad 90% pracowników Służby Zdrowia to kobiety. Służbą nazywało się to dawniej, obecnie mówi się o Rynku Zdrowia, a to zupełnie co innego. Inne są cele służby, a inne rynku.  Omawiany temat zarówno obuwia dla kobiet, jak i osteoporozy, mieści się doskonale w pojęciu „rynek”. Każdy bowiem wykształcony medyk w okresie sprzed przemian wiedział, że jakość kości ludzkiej nie zależy od gęstości mierzonej radiologiczne. Przykładowo opublikowano prace, wskazujące na fakt możliwości zmniejszenia częstości złamań kości, bez zwiększania ich gęstości, poprzez podawanie witaminy K-

2. Jeszcze prościej można ten stan osiągnąć, spożywając w miarę często brukselkę, brokuły, kalafiory w postaci sałatek, na surowo, np. z majonezem, kwaśnym mlekiem, czy jajkami, w ilości ok. 200 gram kilka razy w tygodniu.

Te gazetowe tuzy medycyny, reprezentujące Ministerstwo, czy Izby Lekarskie zapomniały w nawale reklam o tym, że wyższa gęstość kości w wieku starszym, jest związana o od 200 do 300 % większym ryzykiem raka piersi. No ale po co w tym wieku komuś potrzebne są piersi, wg Ministerstwa nie są już ważne i można je spokojnie amputować.  O tym, że większa gęstość kości u kobiet jest skorelowana ze złośliwym rakiem piersi, donosiły już prace w 1996 roku np. Journal od American Medical Association. Podobne prace publikował J. of Nutrition Recens 1997, czy American J. of Epidemiology. Kobiety z najwyższa gęstością mineralną kości, mają  o 3.41 krotny wzrost ryzyka raka piersi. Z kolei Journal of Brest w 2001 roku opublikował prace: Kobiety z niską gęstością kości, są chronione przed rakiem piersi. To co jest istotniejszą chorobą: rak piersi, czy złamanie? Generalnie złamanie kości leczy się obecnie bezproblemowo. Jak podają natomiast statystyki, rak piersi jest na drugim miejscu przyczyn zgonów u kobiet, zaraz po chorobach serca. 
Rak piersi to nie tylko amputacja piersi, ale zaraz potem chemia, czy radioterapia, skracająca życie 4-krotnie. Szeroko reklamowane przyjmowanie natomiast preparatów wapniowych, jest związane z 24-27% zwiększeniem ryzyka zawału mięśnia serca. Tak przynajmniej informują dwie meta-analizy, wydrukowane w LANCECIE .

Tak więc mamy poważny problem: Co jest mniejszym złem dla chorych - osteoporoza, która występuje bardzo rzadko, czy rak piersi?
Dlaczego Ministerstwo, nie wiadomo dlaczego, zwane Zdrowia, nie zajmuje się tym problemem i nie ostrzega  ludności przed szkodliwością zabawą z gęstością kości? Jedynym widocznym aspektem działalności Ministerstwa jest przymus szczepieńDlaczego z programów studiów medycznych wycięto wszelkie tematy dotyczące tego problemu, np. szlak cholesterolowy, rola witaminy D-3, czy K-2? Sam musisz zrozumieć Szanowny Czytelniku, że rynek potrzebuje nowych potencjalnych kupców tych procedur, czyli chorych. Jak nie chcą sami chorować - o, przepraszam - kupować, to obniżamy normy i robimy to centralnie, robiąc z nich chorych. Jakie to proste…


www.zdrowiezroslin.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz