poniedziałek, 13 lutego 2017

Geneza mojego stosowania jodu

Przypadkowo natrafiłem na książkę z 1929 r napisaną przez Zdzisława Szpora.
Doradzam potraktować poniższą treść bardzo poważnie. Istotny fragment zamieszczam w oryginalnym języku z okresu międzywojennego.
Proszę też o zwrócenie uwagi na to jak potężny już wówczas był świat medyczny. Zignorowano autora i jego odkrycia.
Dlaczego? - może dlatego, że z większości chorób leczyli by się sami pacjenci bez udziału lekarzy.
Życzę miłej lektury 


1. Geneza mojego stosowania jodu.

Pierwszy raz zaaplikowałem sobie wewnętrznie kilka kropel jodyny na kostce cukru w styczniu 1915 r., kiedy podejrzewałem się o cholerę. Dostałem w chwilę po zażyciu jodyny silnej gorączki, którą intuicyjnie zaszanowałem, ale po paru godzinach usnąłem, a na drugi dzień czułem się zupełnie zdrowym. Później zażywałem tego samego środka przy rozmaitych zasłabnięciach z 
pełnem powodzeniem i nigdy się od tego czasu nie rozchorowałem na dobre. 

— W r. 1917, kiedy na tle zakażenia krwi, spowodowanego ranami odmrożeniowemi, silnie gorączkowałem, w gorączce tej stałem się jakby jasnowidzącym. Wtedy to właśnie, rozmyślając nad własnym stanem, domyśliłem się właściwej roli jodu, takiej właśnie, jak ją wytłomaczyłem w poprzednim ustępie. — Po r. 1918 zaczęli już stosować jodynę według mojej recepty coraz częściej i śmielej moi krewni i znajomi, a da¬lej tychże krewni i znajomi i t. d. — Od nich to dowiadywałem się o coraz nowszych, a nadzwy-czajnych sukcesach, osiąganych jodyną i to we wszystkich możliwych wypadkach chorób zakaź¬nych, jakie zachodzą w naszych okolicach. O ile
to dochodziło mojej wiadomości, wszędzie tam, gdzie jodynę zastosowano z dokładnem zachowa¬niem moich przepisów, wyniki były zawsze dodatnie. Nie dowiedziałem się o żadnym wypadku śmiertelnym, ani nawet takim, w którym by notowano jakieś złe następstwa lub zaległości. — Od r. 1919 starałem się wielokrotnie zainteresować lekarzy mojemi spostrzeżeniami i doświadczeniami. Niestety! — Z wyjątkiem paru zaledwie lekarzy, którzy mojego środka spróbowali, a stwierdziwszy jego zdumiewającą skuteczność, już stale stosują jako pierwszego lekarstwa w zakaźnych, a często i innych chorobach z pełnym zaufaniem i niezawodnym skutkiem, — ogół znajomych mi lekarzy zignorował moje bezinteresowne usiłowania.
W r. 1920 wydrukowano w »Słowie Polskiem« mój artykuł dotyczący tej materji pod tytułem >Jak uniknąć choroby* (Nr. 495 z 24. X), nawiasem mówiąc, bardzo pokiereszowany przez redaktora z obawy przed lekarzami. Skutek był tylko ten, że, — jak się o tern dopiero w dwa lata później dowiedziałem, — miano mi wytoczyć proces, od którego to zamiaru lekarze jednak ostatecznie odstąpili. A szkoda!
I dzisiaj znowu, kiedy całą ludzkość, a w szczególności nasz zbiedzony naród gnębią co chwila nowe epidemje, rozpanoszona w straszliwy sposób gruźlica i t. d., uważam sobie za obowiązek podzielić się na tej drodze z nieuprzedzonym ogółem tern, co i dla siebie uważam za najlepsze.

2. Ogólne uwagi.
1. Jodyna, zażyta wewnętrznie na czas, przy pierwszych zaobserwowanych objawach chorobowych, zmusza organizm do rychlejszej obrony, aniżeliby to miało miejsce przy normalnym rozwoju choroby. Wtedy, wobec małego jeszcze stosunkowo rozwoju choroby, wystarcza zwyczajnie jeden i to niezbyt silny, a więc i nie nadmiernie wyczerpujący atak. którego wyrazem bywa stosunkowo niska, odrazu kryzysowa gorączka, do zupełnego zwalczenia choroby. — Właściwość to niezmiernie ważna dla ludzi słabo-sercowych.
2. Gorączka ta okazuje się tem skuteczniejszą, im mniej potów i studzenia i im lepsza cieplna izolacja ciała (dobre odzienie i ciepły pokój).

3. Jodyna, zażyta już w późniejszem stadjum choroby, stara się także zmusić organizm do odpowiedniego wysiłku. Wtedy jednak może się wy¬czerpanie organizmu okazać już za wielkiem, unie¬możliwi aj ącem rozwinięcie dostatecznie silnego, jednorazowego ataku do zwalczenia infekcji. W ta¬kim wypadku należy pacjenta przedewszystkiem odżywić pokarmem, dającym energję (ciepło) i za¬raz potem pobudzić nową dawką jodyny do reakcji.

4. Każde wyczerpanie gorączką osłabia organizm i robi go mniej odpornym. Dlatego należy chorego, który gorączkował, tak długo trzymać w dobrem cieple, dopóki go się należycie nie od¬żywi na energję.

5. W chorobach przewlekłych, trudno zwalczalnych, które organizm doprowadzają do skrajnego wycieńczenia, w których po każdem przyjęciu po¬karmu występuje gorączka, bezskuteczna, bo za słaba, ale za to rujnująca organizm do reszty, tak, że po przejściu gorączki temperatura spada po¬niżej normy, — w takich chorobach należy organizm zagrzewać do walki w odstępach.
W takich wypadkach pomocną jest ta właściwość organizmu, że po znaczniejszym, bodaj trochę skuteczniejszym wysiłku, aniżeli te, na które się organizm w ostatnich czasach zdobywał, pod¬świadoma władza rozumie, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane i dlatego ustaje gorączkowanie na jakiś czas. Ten czas należy wykorzystać w celu dobrego odkarmienia pacjenta, z początku, mniej-więcej w ciągu doby, głównie na energję, w dalszym ciągu zaś, o ile czasu jeszcze starczy, mieszanemi pokarmami. Pierwszy taki skuteczny wysiłek osiąga się, jeżeli się choremu poda pokarm dający energję, a tuż potem zaaplikuje jodynę. W dalszym ciągu należy jodynę podawać wtedy, kiedy orga¬nizm po okresie uspokojenia zaczyna ponownie zdradzać skłonność do gorączki. W ten sposób pokonuje się chorobę na raty. Okresy uspokojenia stają się coraz dłuższe.

6. Chory organizm powinien być dostatecznie odżywiany, aby mu nigdy sił nie zabrakło. Po-karmy podawane choremu powinny być bardzo lekko strawne i, szczególnie w pierwszych chwilach po gorączce, należy chorego odżywiać przede wszystkiem na energję (ciepło). Do takich pokarmów należy:
a. skrobia w rozmaitych postaciach, a więc
kleiki, puree ziemniaczane, najlepiej z rosołem, biszkopty, kaszki, doskonale ugotowany ryż, rozmoczona bułka i t. p.,
b. dobre tłuszcze, jak ptasie smalce, dobre masło,
o ile topione, to tylko przy niskiej temperaturze,
aby się nie rumieniło,
c. cukier,
d. alkohole w postaci wódki lub dobrego wina,
ale tylko wyjątkowo, o ile chodzi o bardzo szyb-
kie odżywianie.
Ryż jest tylko wtedy łatwo strawny, jeżeli po-chłonął przeszło 6 razy tyle wody ile sam waży. Na miarę wypadałoby przeszło 4x/a miarek wody na 1 miarkę ryżu. —- W tym celu należy ryż z do¬mierzoną ilością wody zagotować i po 10 minutach powolnego kipienia naczynie z ryżem zawinąć n. p. w kilka warstw dobrze zmiętych gazet i wstawić w zaciszne i ciepłe miejsce. Po 2 godzinach ryż jest jeszcze parząco gorący i wyrośnięty, pochłonąwszy wszystką wodę.
Pokarmy powinny być choremu przysądzane do smaku. Chory zaś powinien każdą łyżkę po-karmu długo obracać w ustach i nawet w braku apetytu siłą woli starać się w siebie wmawiać, że mu potrawa smakuje, aby pokarm dobierał do¬stateczną ilość śliny w celu szybkiego i należytego trawienia, inaczej wywiązują się w żołądku kwasy.
3. Zachowanie się przy pierwszych objawach Chorobowych.
W razie podejrzanych objawów chorobowych, a więc bólu głowy, nudności, gorączki, dreszczów i t. p., podać pacjentowi natychmiast do zażycia jeden do dwa razy tyle kropel normalnej, t. j. 10 procentowej jodyny, ile dziesiątek kilogramów waży pacjent, a więc dorosłemu człowiekowi, ważącemu około 60 kg, 6 do 12 kropel, — dziecku, ważącemu około 20 kg, 2 do 4 kropel i t. d. — Najlepiej zmieszać tę jodynę z tyloma centymetrami sześciennemi (albo gramami) wódki, wina a nawet wody, ile kropel jodyny się zaaplikowało. Niemowlętom i małym dzieciom najlepiej podać jodynę z mlekiem. Można też jodynę podawać na ośródce z bułki lub w puree ziemniaczanem; i wtedy okazuje się ona także skuteczną, ale mam wrażenie, że trochę słabiej. Ponieważ jod związany ze skrobią traci swoje, zresztą i tak mało trujące własności, więc temu, kto się jodyny obawia jako trucizny (chociaż zupełnie niesłusznie), radzę ją przyjmować w tej formie. — Dawkę mniejszą, t. j. 1 kroplę na 10 kg wagi ciała, stosować takim pacjentom, którzy jeszcze jodyny nie zażywali, są słabo-sercowi lub kompleksji silnej, łatwo reagującej, — większą, t. j. do 2 kropli na 10 kg wagi ciała, takim, któ-rzy jodynę wewnętrznie niedawno stosowali lub są kompleksji słabszej, wymagającej do wzbudzenia dostatecznej reakcji silniejszej podniety. Przed zażyciem lekarstwa chory powinien się, w celu uniknięcia potów, możliwie wstrzymać od picia czegokolwiek i oddać jaknajdokładniej urynę. — Po zażyciu jodyny następuje wkrótce kryzysowa gorączka, podczas której należy się wstrzymać od wszelkich cieczy i trzymać bardzo ciepło. Wogóle gorączce tej nie wolno w żaden sposób przeszkadzać. Po przejściu tej, zwyczajnie krótko-trwałej i niezbyt wysokiej gorączki pacjent jest już rekonwalescentem. Jako taki powinien się conajmniej w ciągu doby dalej trzymać bardzo ciepło i obficie odżywiać na energję. Do chłodu trzeba się następnie przyzwyczajać tylko powoli a później ostrożnie hartować, wystawiając obnażone, ale su¬che ciało zrazu w ciągu paru sekund na owianie zimnem powietrzem. Kto się ściśle zastosuje do mojej recepty zaraz z początku zasłabnięcia, ten wyzdrowieje w ciągu paru minut do paru godzin, nie dowiedziawszy się nawet, co mu groziło.


4. Leczenie grypy, zapalenia płuc, odry, szkarlatyny, ospy, tyfusu brzusznego i plamistego, dysenterji i t. p.

Jeżeli choroba się już tak rozwinęła, że ją na-wet rozpoznano jako grypę, tyfus, szkarlatynę i t. d., to i w takim razie należy zastosować jodynę, ale ostrożniej. Wtedy aplikuje się jej pacjentowi pół do jednej kropli na 10 kg wagi ciała i obserwuje jego zachowanie się. Jeżeli się dostatecznej reakcji nie zauważy najdalej do 2 godzin po zażyciu jodyny, wtedy odżywić pacjenta na energję i zaaplikować mu zaraz albo w chwili okazywanej tendencji do gorączkowania, jeszcze raz jodynę w dawce do dwa razy większej od pierwszej i znowu obserwować. Zresztą zachowanie się pacjenta takie samo, jak opisane w poprzednim ustępie. — Na ogół stosuje się jodynę tylko jednorazowo, co najwyżej z poprawką do 2 godzin.
W razie zarażenia się powtórnego nie uważać choroby za recydywę, ale powtórzyć powyżej opisane postępowanie. Zarażenia powtórne w takich n. p. chorobach, jak szkarlatyna są dla tego przy omawianem leczeniu jodem możliwe, ponieważ zwalczenie choroby nastąpiło tak szybko, że na wytworzenie się tych czynników w organizmie, które go przeciw danej chorobie na pewien okres czasu uodporniają, nie było czasu. W wypadkach rozpoznanej już choroby omawiane postępowanie zamienia przebieg ciężki na lekki z wykluczeniem jakichkolwiek złych następstw.
Przy dysenterji należy oprócz tego na cały czas choroby brzuch ciepło obwinąć.
O ile płuca pobudzane są do kaszlu, trzeba się nauczyć tak kaszleć, żeby powietrze wciągać no¬sem przy zamkniętych ustach, a wykaszliwać otwartemi ustami. Wtedy chroni się płuca przed dalszem zaziębianiem się, gdyż nawet stosunkowo ciepłe powietrze pokojowe jest za zimne dla zajętych już płuc, aby je ustami wciągać. Najlepiej wtedy owinąć twarz grubą warstwą rzadkiej, n. p. włóczkowej tkaniny, którą się poprzednio wytrzepało doskonale z kurzu i przez tę tkaninę, o ile możności nosem, oddychać. Powietrze wydychane ogrzewa wtedy tkaninę, od której znowu podgrzewa się powietrze wdychane. Im zaś cieplejsze jest wdychiwane powietrze, tem doskonalej odwilżą się flegma w płucach, którą wtedy bardzo łatwo się odrzuca. Po każdem odkaszleniu należy zmieniać położenie ciała, przewracając się z boku na bok. Wyksztuszanie flegmy popiera się jeszcze w ten sposób, że się w odstępach parominutowych przymusowo wydech dokładniej przeprowadza, a więc powietrze z płuc dokładniej wyciska, aniżeli to ma miejsce przy automatycznym oddechu. Przy takiem wygrzaniu płuc i uwolnieniu od flegmy następuje nadzwyczajna ulga w płucach i uspokojenie.

5. Leczenie suchot.
W tej chorobie nie można sprowadzić jednorazowego kryzysu. Suchoty leczyć można tylko na raty. - W tym celu należy chorego najpierw od¬żywić na energję i zaraz zaaplikować mu jodynę w dawce 1 do 2 kropli na 10 kg wagi ciała. Organizm, któryby i tak po spożyciu pokarmu gorącz¬kował, ale bezowocnie, — pobudzony jodem, zdobywa się na jednorazowy wysiłek większy, co go wprawdzie znacznie osłabi, ale równocześnie na jakiś, krótki z początku, okres czasu ochroni przed gorączkowaniem pomimo doprowadzania pokarmu. Ten czas należy wykorzystać na jak najlepsze od¬żywienie i to w ciągu pierwszej doby głównie na energję, bacząc przy tem pilnie, czy organizm nie zdradza tendencji do gorączkowania. Pierwszy taki objaw powinien być sygnałem do natychmiastowego ponowienia dawki jodyny, aby reakcja, której już odwlec nie można, okazała się znowu jak najskuteczniejszą. Tak należy postępować tak długo, dopóki okresy bezgorączkowe nie dosięgną przynajmniej 4 tygodni. Później aplikować jodynę bez względu na zachowanie się pacjenta co 4 tygodnie tak długo, dopóki organizm na jodynę wogóle jeszcze gorączką reaguje. — W czasie kuracji chory musi bezwzględnie unikać zaziębienia i oddychania pylnem lub niezdrowem powietrzem,które pozatem nie musi być znowu tak bardzo wyborowem, żeby go trzeba szukać aż gdzieś za morzami. Gdy organizm okaże się już dostatecznie silnym, należy przystąpić do ostrożnego hartowania go.

6. Stosowanie jodu niedorozwiniętym, słabowitym dzieciom.
Zdarzają się źle rozwinięte, słabowite dzieci, wobec których wszelkie zabiegi lekarskie, jak i ofiary rodziców okazują się bezskutecznemi. Na pozór wydają się takie dzieci zdrowemi, — a jednak, tkwi tam coś w tym organizmie, co mu w rozwoju przeszkadza. W takich wypadkach należy bez wa¬hania aplikować dzieciom jodynę jednorazowemi dawkami, mniej więcej* w 4 tygodniowych okresach z dokładnem zachowaniem opisanego w poprzednich ustępach postępowania aż do czasu, kiedy jodyna przestanie powodować gorączkę. Wkrótce okaże się, że dzieci takie zaczynają nabierać zdrowego wyglądu i rozwijać się.

7. Leczenie bólu gardła.
W razie bólu gardła należy przygotować mieszaninę z 4 kropli gliceryny i 1 kropli normalnej jodyny. Trzeba pouczyć chorego, że sobie będzie pendzlował gardło sam z pamięci, według czucia,
l gdy mu się doprowadzi pendzelek do zetknięcia z bolącą stroną gardła. Włożywszy następnie choremu w rękę napojony mieszaniną pendzelek tak, aby wystającą częścią mógł dosięgnąć gardła, każe się mu parę razy przełknąć dla zapamiętania sobie miejsc bolących, skierowuje się jego rękę tak, aby pendzelek zetknął się z gardłem i pozo¬stawia resztę operacji choremu. Podczas kiedy on sobie pendzluje gardło, należy mu zwrócić uwagę, że przez mniejwięcej 3 minuty ma się wstrzymać od przełykania, żeby nałożonej warstewki lekarstwa z gardła nie zetrzeć. — Po trzech minutach ma chory przełknąć, aby się przekonać, czy gardło jeszcze boli. Jeżeli ból trwa jeszcze, wtedy ope¬rację powtórzyć bezzwłocznie i tak powtarzać aż do skutku. — Po jednem do czterech pendzlowaniach ból gardła ustępuje zupełnie, jeżeli się sprawy za długo nie lekceważyło.
Postępowanie takie jest nadzwyczajnie korzystne, ponieważ chory pędzlując sobie gardło własną ręką, nie odczuwa takiego zadrażnienia, jak od ręki obcej i dlatego czyni to znacznie spokojniej i dokładniej, sięgając głęboko, aż poza migdały.
Paroletnie dzieci załatwiają to bardzo dobrze, przyczem świadomość, że same na sobie tej operacji dokonają, dodaje im odwagi i napawa je dumą.

8. Skuteczność jodyny w innych chorobach.
Jodyna, zaaplikowana jako czynnik bobudzający do reakcji, okazała się też bardzo korzystną w rozmaitych przypadłościach żołądkowych, nie¬domaganiach kobiecych i t. d. — Pod tym wzglę¬dem jednak rozporządzam za małym materjałem doświadczalnym, abym mógł się wypowiedzieć kategorycznie.

9. Najciekawsze przykłady wyleczeń.
Pewnej kobiecie zachorowały trzy córki. Jodynę zażyły dwie młodsze, starsza się zażyciu oparła i ta umarła; młodsze wyzdrowiały do drugiego dnia. Lekarz stwierdził tyfus brzuszny.
Dziewczynka 14 letnia, której jodynę zaaplikowano w szkarlatynie jeszcze przed przybyciem lekarza, dostała z miejsca tak wydatnej gorączki, że lekarz, przewidując najgorsze, więcej się po¬mimo obietnicy nie pokazał. Dopiero po 2 dniach sprowadzony, zdumiał się nadspodziewanie szybką rekonwalescencją.
Student gimnazjalny, chory na tyfus plamisty, któremu przed nadejściem lekarzy podano jodynę, wyzdrowiał bardzo rychło. Lekarze uznali przebieg za bardzo lekki i bez kryzysu, nie wiedzieli bowiem, że kryzys był przyspieszony sztucznie.
Student gimnazjalny, chory na szkarlatynę, pod wpływem jodyny wyzdrowiał do trzech dni, lecz do 8 dni zachorował na powrót. Było to niezawodnie powtórne zarażenie się, z którego także po zażyciu jodyny z łatwością wyzdrowiał.
W pewnym domu zachorowała służąca i 3 letni chłopczyk na dysenterję. Chłopczykowi dała matka jodyny, służąca jodyny zażyć nie chciała i poszła do szpitala. Lekarz wezwany do chłopczyka, był
zachwycony, twierdząc, że tak łagodnej dysenterji jeszcze nie spotkał. Chłopczyk wyzdrowiał do trzech dni i wtedy poszedł do ogrodu i zjadł kilka śliwek, które mu jednak nie zaszkodziły. Służąca wróciła ze szpitala po trzech tygodniach bardzo zmizerowana i opowiadała, że stamtąd co trzeciego chorego wywożą na cmentarz.
W pewnym domu zachorował chłopczyk na szkarlatynę w nieobecności ojca. Zaproszony przez matkę sąsiad stwierdził szkarlatynę, zaaplikował dziecku jodynę i polecił, aby matka rano posłała po lekarza. Okazało to się jednak zbytecznem wobec znakomitego stanu dziecka. Tymczasem wrócił ojciec, ale też i zachorował drugi synek na szkarlatynę. Ojciec sprzeciwił się zastosowaniu jodyny i sprowadził lekarza. Kiedy matka nieśmiało proponowała jeszcze raz podanie dziecku jodyny, lekarz się sprzeciwił. Ten drugi synek umarł.
Znajoma pani opowiadała mi, że w pewnym domu kilkunastoletnia panienka, znajdująca się w ostatniem stadjum gruźlicy, dowiedziała się, że według opinji lekarzy 2 tygodni nie przeżyje. Moja znajoma poradziła dziewczynce zażycie jodyny z odpowiedniem pouczeniem. Zganiłem jej to w pierwszej chwili, ale po namyśle, pokierowałem sprawą sam. Po upływie około półtora roku spot¬kałem moją znajomą i dowiedziałem się, że moja pośrednia pacjentka żyje i czuje się coraz lepiej. Później nie miałem już sposobności dowiedzenia się o niej czegokolwiek.
Około 20 letnia panna zgłosiła się do mnie jako suchotnica (miała krwotok przeszło litrowy, pro¬mieniami Rontgena zaś stwierdzono kilka ognisk zakażenia), z prośbą, żebym ją pouczył co do mojej metody leczenia. Wyjechała do Zakopanego, gdzie obok traktowania lekarskiego stosowała ściśle i mój środek. Po paru miesiącach powróciła, uznana przez lekarzy za zupełnie zdrową.
Około 80 letni staruszek zachorował na ogniskowe zapalenie płuc. Mój kolega odwiedzał go w chorobie. Przyszedłszy pewnego razu, zastał chorego leżącego w agonji, opuszczonego przez lekarzy z tern, że w ciągu 2 godzin będzie po wszystkiem. W porozumieniu z pielęgniarką zaaplikowano mu jodyny. Żył potem jeszcze około półtora roku i złorzeczył tym, którzy mu umrzeć nie dali, ponieważ okaleczenie, spowodowane długotrwałą chorobą, przykuło go już na stałe do łoża.
Z setek przykładów, które mógłbym przytoczyć, wybrałem najcharakterystyczniejsze. Przy najlepszych chęciach przypadku ze złym skutkiem przytoczyć nie mogę, bo mnie o takim wieści nie doszły.

Leczenie jodem zwierząt.

Pod tym względem miałem znacznie mniej doświadczenia. Gdziekolwiek jednak według mojej wiadomości stosowano jodynę w tym samym stosunku do wagi ciała, jak ludziom, czy to zwierzętom ssącym, czy ptakom, okazywała się ona zawsze nadzyczajnie skuteczną. Do ciekawych wypadków należą następujące.
Pies, podejrzany o wściekliznę z powodu swojego zachowania się jak i dlatego, że wiadomem było, że się kąsał z psem wściekłym, kiedy mu podano kawałek kiełbasy polanej jodyną, najpierw się od niej odwrócił, ale zjadł ją za chwilę po namyśle. Pies ten wyzdrowiał.
Znajomemu kanarczarzowi zaczęły gwałtownie zdychać kanarki. Każdy widocznie już bardzo chory kanarek, którego zmusiłem do zjedzenia kawałeczka ośrodki z bułki, zwilżonej mlekiem, na którym ołówek, końcem grafitu zanurzony w jodynie, zostawił widoczny ślad, przychodził w ciągu minut, a nawet sekund do siebie i żył.
Rasowy wilczur, który przechodził bardzo ciężko • psią chorobę*, po zaaplikowaniu jodyny (nie mówiono mi w czem), bardzo szybko przyszedł do zdrowia.
Jodynę cielętom i źrebiętom najlepiej dawać w mleku ich matek, krowom i koniom z otrębami, mąką lub chlebem, drobiowi w cieście zarobionem z jodyną, a potem podzielonem na takie gałeczki, żeby zawartość jodyny odpowiadała wadze drobiu. — Dla weterynarji otwiera się tutaj także bardzo wdzięczne pole. Jest bardzo prawdopodobne, że leczenie gruźlicy krowiej mogłoby się okazać równie skutecznem jak u ludzi, że wściekliznę możnaby zwalczać w prostszy i prędszy, a równie skuteczny sposób, jak dotychczasową metodą.

11. Końcowe uwagi.
W niniejszej księżeczce starałem się wszystko to, co można objąć ogólną nazwą »faktów«, przedstawić zupełnie bezstronnie i lojalnie. Jeżeli nie wymieniam nazwisk pacjentów, którzy prawdopodobnie, przynajmniej w większości wypadków, zawdzięczali swoje wyzdrowienie moim metodom, jak i lekarzy, którzy apodyktycznością czy nie¬ustępliwością swoją zawinili wobec tych, którzy im swoje zdrowie i życie powierzyli, to bynajmniej nie powinno dawać powodu do podejrzewania mojej prawdomówności. Jest to bowiem łatwo zrozumiałem, że nie wolno mi szafować nazwiskami ludzi bez ich upoważnienia, jakoteż, że nie byłoby sprawiedliwem wystawiać tych lekarzy pod pręgierz opinji publicznej, którzy zawinili głównie tem, że zanadto zaufali nieomylności swej gotowej wiedzy.
Każdemu jednak, kogoby moje wywody dostatecznie nie przekonywały, mogę dać tylko jedną, je¬dyną radę: »proszę spróbować«. Środek mój jest tak niewinny, że mógłby co najwyżej nie skutkować. — Ale zwracam uwagę, że wynik próby może być uważany za miarodajny tylko wtedy, gdy się doświadczający najpierw dokładnie zapoznał z treścią mojej niniejszej książeczki i nie ogra¬niczył się do samego zaaplikowania lekarstwa, w lwiej części bowiem decydującem o powodzedzeniu próby jest ścisłe traktowanie i zachowanie się chorego według moich przepisów.

Kraków w styczniu 1929.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz