wtorek, 8 listopada 2016

Rak piersi z powodu dezodorantów

„[…] Najbardziej podejrzane są dezodoranty, a dokładniej mówiąc: antyperspiranty.
Fragment książki p.t. „Aluminium. O tym nie mówi się głośno…” Bert Ehgartner

[…] Faktyczną substancją czynną w dezodorantach jest aluminium, najczęściej w połączeniu z chlorem, czyli np. pentawodorotlenek chlorku glinu. Natychmiast po naniesieniu dezodorantu na skórę substancja czynna wchodzi w reakcję z komórkami skóry. Aluminium przywiera do komórek skóry i zmienia je tak bardzo, że dochodzi do zatkania gruczołów potowych.

„Związki glinu stanowią nawet 25% zawartości dezodorantu – tłumaczy Darber. – To, co nanosimy na skórę, to nie jest mała ilość.”

[…] Już przed laty naukowcy pokazali, że aluminium bez trudności przenika przez skórę i że jony tego metalu można później znaleźć w układzie krwionośnym i narządach. Z aluminium za pośrednictwem skażonej żywności wraz z jedzeniem i piciem nie pozostaje w organizmie zbyt dużo, ponieważ układ pokarmowy jest dobrze przystosowany do usuwania niepotrzebnych obcych substancji. Wydalanie przez skórę jest znacznie trudniejsze. W takim przypadku w organizmie pozostaje znacznie więcej aluminium. I to oczywiście przede wszystkim w tych miejscach, gdzie aluminium jest wcierane w skórę.

[…] Darbre wspólnie z Chrisem Exleyem przeprowadziła analizę, w ramach której zbadani tkankę piersi pod kątem zawartości aluminium. Wykazały one znaczący spadek jego zawartości wraz z rosnącą odległością od miejsc spryskiwanych dezodorantem w dole pachowym.
W nowym, jeszcze niepublikowanym doświadczeniu Darber zdecydowała się najwierniej odtworzyć wpływ aluminium na komórki piersi. W tym celu poddała komórki w laboratorium działaniu bardzo niskiej dawki wodorotlenku chlorku glinu. „Ponieważ wiele osób stosuje dezodoranty przez dłuższy czas, zdecydowaliśmy się oprzeć właśnie na tym długofalowym efekcie. Hodowla pozostawała więc w szafie, w roztworze odżywczym przez rok, w stałej temperaturze: komórki z aluminium i – jako preparat kontrolny – komórki bez aluminium.
Podczas mojej wizyty w laboratorium Philippa Darbre rzuca okiem na kultury składowane w roztworze, w stałej temperaturze. Wgląda na podekscytowaną, kiedy bada pod mikroskopem próbki lekko różowego płynu. „Rzeczywiście wygląda, że to prawda. Niech pan spojrzy.” I pokazuje binormalne hodowle komórkowe bez aluminium. „Od kiedy je założyliśmy kilka miesięcy temu, niemal się nie zmieniły.” Następnie kładzie pod mikroskop inne preparaty i nawet ja, laik, na pierwszy rzut oka widzę, że jest między nimi gigantyczna różnica. W hodowlach komórek tkanki piersiowej z dodatkiem aluminium widać dziwaczne twory, niekiedy także duże, czarne komórki olbrzymie. „Te twory komórkowe – mówi Darbre – to rak piersi w początkowym stadium.”
Na początku 2012 roku grupa naukowców z uniwersytetu w Genewie opublikowała serię doświadczeń z użyciem komórek tkanki piersiowej, które poddano działaniu chlorku glinu. Roztwór aluminium miał 100 000 razy mniejsze stężenie niż to, które występuje w dezodorantach, był jednak zbliżony do stężenia stwierdzonego w tkance piersiowej. Już po sześciu tygodniach zauważono wyraźne różnice w porównaniu z hodowlą bez dodatku aluminium.

Komórki nabłonka w kobiecej piersi przywierają do przewodów mlecznych, których zadaniem jest produkcja mleka. W laboratorium komórki te przyczepiały się do ścianek naczynia. Bez tego kontaktu nie mogłyby się rozwijać. Szwajcarscy naukowcy opisywali, że pod wpływem chlorku glinu odczepiały się i zaczynały rozwijać w nietypowy sposób. Bliższe badania wykazały gwałtownie postarzałe, zgrzybiałe komórki oraz liczne pęknięcia w obu łańcuchach podwójnej helisy DNA.
„Uszkodzenia materiału genetycznego zawsze stanowią pierwszą przesłankę powstawania nowotworu” – wyjaśnia Darbre. […]
„Próbujemy zmierzyć, czy aluminium wpływa także negatywnie na ruch, na rozsiewanie się komórek rakotwórczych – tłumaczy Darbre. – Ma to szczególne znaczenie, ponieważ nikt nie umiera z powodu guzka w piersi. Kobiety umierają natomiast w wyniku rozsiewania się, przerzutów rozprzestrzeniających się na odległe narządy, np. płuca lub wątrobę.”

[…] Była to kooperacja z grupą włoskich naukowców; zajmowano się badaniem zawartości aluminium w płynie piersiowym kobiet, które zachorowały na nowotwór piersi. Porównano te wartości z wartościami zmierzonymi u zdrowych kobiet. Łącznie w badaniu wzięło udział 35 kobiet. Przy użyciu pompy próżniowej odessano im z sutka kilka kropel płynu. U kobiet chorujących na nowotwór piersi zawartość aluminium w płynie pobranym z sutka wynosiła przeciętnie 268 mikrogramów na litr (µg/l). U zdrowych kobiet stwierdzono przeciętnie 131 µg/l.

W kobiecej piersi – tak jak w pozostałych częściach ludzkiego organizmu – aluminium w ogóle nie powinno występować i nie pełni tak żadnej funkcji. Ślady aluminium są zatem „śladami cywilizacji”. Porównanie ze stężeniem we krwi pokazuje dobitnie, że ta w szczególnym stopniu dotyczy tkanki piersiowej. We krwi kontaminacja aluminium to przeciętnie zaledwie 6 µg/l. I nawet w mleku matki średnia wartość jest znacznie niższa, wynosi bowiem 25 µg/l.

Darbre ostrzega, że znacznie wyższe stężenia aluminium w piersi wynika ze stosowania dezodorantów. Dotyczy to nie tylko powstawania raka, lecz także niezłośliwych torbieli. Chodzi tu o zatkane przestrzenie w tkance wypełnionej płynem. […]
Torbiele są przyczyną ogromnego stresu . Kobiety wyczuwają pod palcami w piersi guzek i myślą o najgorszym. Gdy lekarz rozwiej te obawy, następuje ogromna ulga. 

[…] „Wiele kobiet opowiada mi, że torbiele zniknęły, od kiedy przestały używać dezodorantów.”

[…] Odstawienie dezodorantów wymaga nieco cierpliwości, ponieważ wiele komórek zostało tak mocno uszkodzonych przez chlorek glinu, że obumarły i odnawiając się, wydzielają wyraźny odór. Kto przetrwa ten etap, będzie mógł odetchnąć i ostatecznie pożegnać się z epoką aluminium.”
Fragment książki p.t. „Aluminium. O tym nie mówi się głośno…” Bert Ehgartner

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza