niedziela, 28 maja 2017

Dlaczego część przypadków raka zanika samoczynnie

Statystyki umieralności na raka straszą od wielu lat, lecz już dużo mniej miejsca poświęca się na „samoistne” uzdrowienia. Andreas Moritz, autor książki „Rak nie jest chorobą”, powołując się na dr Rose Papac, profesor onkologii na Wydziale Medycyny Uniwersytetu Yale, przybliża nam nieco to zjawisko. Na ile jest ono wiarygodne i jakie możliwości przyniesie przyszłym pacjentom? To najprawdopodobniej pokaże nam czas i przyszłe badania. Oddajmy głos Moritzowi:


„Każda zapaść toksyczna, od złożonego przypadku raka po zwykłe przeziębienie, tak naprawdę ma na celu uzdrowienie i jeśli wesprze się ją odpowiednimi metodami oczyszczania, zakończy się szybkim powrotem do zdrowia. 

Jednakże, jeśli zamiast tego zostanie zaburzona przez środki mające na celu złagodzenie objawów, zazwyczaj krótkotrwały „powrót do zdrowia” może łatwo zamienić się w schorzenie przewlekłe. 
Niestety, naukowcy nie ośmielili się jeszcze lub po prostu nie chcą znaleźć naturalnych kuracji na raka; nie w takim celu zostali wyszkoleni i nie za to im się płaci. Nawet jeśli natknęliby się na naturalny lek, nigdy nie zostałoby to podane do wiadomości publicznej.
Doktor Rose Papac, profesor onkologii na Wydziale Medycyny Uniwersytetu Yale, stwierdziła, że obecnie nie ma w zasadzie możliwości sprawdzenia tego, co dzieje się z rakiem, jeśli pozostanie on nieleczonyKażdy czuje się w obowiązku natychmiast leczyć te choroby, zaraz po tym, jak zostaną wykryte – twierdzi doktor Papac, która zajmowała się spontanicznymi remisjami raka. 

Sparaliżowani strachem lub w niektórych przypadkach opętani paranoją znalezienia szybko działającego remedium na okropną chorobę ludzie w większości przypadków nie dają swojemu ciału szansy, aby się uleczyło, lecz niszczą to, co nie musi zostać zniszczone. Może to być jeden z głównych powodów, dlaczego u tak niewielkiego odsetka pacjentów następuje spontaniczna remisja.

Wielu naukowców na przestrzeni lat wykazało również, że tak różne procesy jak np. tyfus, śpiączka, menopauza, zapalenie płuc, ospa wietrzna, a nawet krwotoki mogą wywołać spontaniczną remisję raka. Brak jednak oficjalnych wyjaśnień na temat związku tych tzw. chorób z zanikaniem raka. Takie spontaniczne remisje są uznawane za niewyjaśniony fenomen, pozornie niemający żadnych podstaw naukowych nie są, zatem włączane do badań nad rakiemW konsekwencji zainteresowanie środowiska naukowego odkryciem mechanizmu, za pomocą, którego nasze ciało uzdrawia się z raka, jest niemal zerowe. Te „cudowne ozdrowienia” zdarzają się najczęściej przy pewnego typu nowotworach: raku nerek, czerniaku (rak skóry), chłoniaku (rak limfy) i nerwiaku (rak komórek nerwowych dotykający głównie niemowlęta).
Zważywszy na fakt, że większość organów ciała ma zdolności wydalnicze, logiczne jest, że kiedy uwolnimy od nadmiaru toksyn główne organy i układy odpowiedzialne za wydalanie, przyczyni się to do zaniku w pierwszej kolejności nowotworów wątroby, nerek, okrężnicy i odbytu, płuc, limfy i skóry. 

Guzy złośliwe nie rozwijają się w zdrowym ciele, w którym mechanizmy obrony i naprawy pozostają nienaruszone. 

Komórki nowotworowe mogą przetrwać jedynie w środowisku wewnętrznym, które sprzyja ich rozwojowi. Oczyszczenie takiego środowiska, jakimikolwiek środkami, może oznaczać ogromną poprawę, jeśli chodzi o uzdrawianie pacjentów z rakiem.
Zapaść toksyczna tak jak zapalenie płuc czy ospa wietrzna usuwa znaczne ilości toksyn i pomaga komórkom „oddychać” swobodnie pod warunkiem, że nie będzie się jej na siłę powstrzymywać czy zwalczać. Gorączka, poty, utrata krwi, wydzielina śluzowa, biegunka czy wymioty są jedynie kolejnymi kanałami, przez które toksyny opuszczają ciało. 
Po zneutralizowaniu i wydaleniu toksyn w niezakłócony sposób układ odpornościowy otrzymuje tak bardzo mu potrzebny zastrzyk energii. 
Odnowiona stymulacja immunologiczna oparta na zmniejszonej ogólnej toksyczności w ciele może wystarczyć, aby uporać się ze „złośliwym” nowotworem, który przestał być już potrzebny do zachowania organizmu przy życiu.
Niepożądane ospa wietrzna, zapalenie płuc, gorączka czy inne objawy mogą tak naprawdę być uznane za „dar od Boga” (używając nienaukowego określenia), który może uratować życie. Odrzucenie tego daru może oznaczać śmierć danej osoby. Wielu ludzi umiera niepotrzebnie, ponieważ uniemożliwia im się przejście przez wszystkie fazy „choroby”. Tak zwane choroby nie są niczym innym jak tylko jedną z wielu prób stworzenia możliwości uwolnienia zatrzymanych w organizmie trujących substancji.
Blokowanie dróg ujścia trucizn poprzez usuwanie objawów chorób może doprowadzić do uduszenia organizmu i zatrzymania jego funkcji życiowych. 
Ciało posiada wrodzoną zdolność i tendencję do samodzielnego uzdrawiania się
Leczenie medyczne powinno ograniczać się do wspierania ciała w jego wysiłkach zamiast zakłócania ich. Obecne podejście medycyny do leczenia polega na tłumieniu uzdrawiającej pracy organizmu i ingerencji w jego mechanizmy obronne, a nie na pomaganiu i wzmacnianiu. Jest to widoczne zwłaszcza w przypadku współczesnych programów szczepień i innych dość rzadko uwzględnianych czynników ryzyka”.

Powyższy fragment pochodzi z książki „Rak nie jest chorobą”.


„Znikanie" raka przestaje być traktowane z przymrużeniem oka. Nowotwór złośliwy prawdopodobnie nie rozwija się linearnie, jak dotychczas sądzono. Uważano, że rak rozwija się z komórek, w których w trakcie podziału powstały mutacje genetyczne. Takie nieprawidłowe komórki na ogół giną. Ale niektóre z nich mogą przetrwać. Nagromadzone w nich mutacje uruchamiają niekontrolowany podział komórek, co początkuje rozwój guza złośliwego.
Rozpoczętego procesu nic nie może zatrzymać. Tak przynajmniej się wydawało.
Ale doświadczenie uczy pokory.

W onkologii coraz poważniej jest rozważana koncepcja, zgodnie, z którą transformacja nowotworowa jest procesem dynamicznym, a nie linearnym. Nawet, gdy w jakimś miejscu ciała nagromadzą się komórki nowotworowe, możliwe jest cofnięcie się, a nawet zniknięcie guzka, szczególnie w  początkowej fazie jego rozwoju.
Nie wiadomo tylko, jak często się to  zdarza, bo więcej jest w tej sprawie domysłów niż rzetelnej nauki. Prof. Thea Tlsty, patolog z University of California w San Francisco, twierdzi, że nie są to jedynie sporadyczne przypadki. W wypowiedzi dla  „New York Timesa" powiedziała, że znikanie komórek przednowotworowych, a  nawet nowotworowych, zdarza się niemal u każdej osoby w średnim lub  starszym wieku. Jej zdaniem wskazują na to sekcje zwłok. Choć przyczyną śmierci wielu osób był wypadek lub inna choroba, to podczas autopsji jest wykrywany rak w początkowej fazie rozwoju. Czyżby rak był równie pospolitą chorobą jak katar i nie radzą sobie z nią organizmy tylko niektórych osób?

Znikanie guzów jest często wykrywane przez chirurgów podczas operacji usuwania nowotworu, tak jak u Elizabeth Jernigan. Z  takimi przypadkami stykają się najczęściej onkolodzy i urolodzy zajmujący się leczeniem raka jąder. Ten nowotwór, na który zachorował legendarny amerykański kolarz Lance Armstrong, jest wyjątkowo łatwo wyleczalny. Skuteczność leczenia sięga 90 proc. Zdarza się, że po  wykryciu guza, a przed zastosowaniem leczenia, podczas operacji okazuje się, że po nowotworze została jedynie blizna i zniknęło 95 proc. guza. Nie są to jednak częste przypadki. Prof. Jonathan Epstein, patolog, urolog i onkolog z Johns Hopkins University, twierdzi, że rak jąder jest wyjątkiem i większość innego typu nowotworów nie znika samoistnie. Ale  może nie jest to aż tak rzadkie zjawisko, jak się wydaje.

Znikanie raka zdarza się podczas rutynowych badań diagnostycznych, takich jak mammografia. Lekarze rzadko o tym mówią, bo boją się być posądzeni o błąd w badaniach. Zdarza się jednak, że kolejne badania nie  potwierdziły raka u kobiet, u których wykryto guzka. I wcale nie chodzi tylko o często występujące tzw. łagodne zmiany w piersiach (związane z  naturalnymi przemianami w miąższu piersi). Niektóre z nich mogą być potencjalnie groźnym nowotworem.

Podobnie jest z rakiem szyjki macicy.
Czy to znaczy, że nie wszystkie zmiany nowotworowe należy leczyć zaraz po wykryciu, zwłaszcza agresywnymi metodami? Takie zachowawcze postępowanie stosuje się u niektórych mężczyzn z rakiem prostaty, którzy ukończyli 65.-70. rok życia. Bo u starszych osób rak na ogół nie jest bardzo agresywny. Jeśli guz nie jest duży, czasami wystarczy kontrolować go regularnymi badaniami, by w porę zacząć skuteczne leczenie. Pytanie tylko, czy równie zachowawczo można leczyć innych, młodszych chorych. A  jeśli tak, to w jakich rodzajach raka i na jakim etapie?
Na razie takie postępowanie przypomina zabawę z odbezpieczonym granatem. Nic dziwnego, że na ponad tysiąc mężczyzn co roku leczonych w klinice urologicznej Johns Hopkins University z powodu raka prostaty jedynie 40-45 decyduje się na spokojną obserwację. Większość woli się pozbyć małego guza, nawet jeśli grozi im impotencja i kłopoty z oddawaniem moczu. Ale obserwacje prowadzone na tej nielicznej grupie chorych są zastanawiające. Prof. Epstein twierdzi, że spośród chorych z rakiem prostaty, którzy nie  zdecydowali się na leczenie, jedynie u 20-30 proc. choroba postępowała. I nawet w tej grupie nie zauważono agresywnego rozwoju choroby. 
Podobne wnioski przyniosły badania przeprowadzone w Kanadzie wśród chorych z  małym guzkiem nerki. Przebieg choroby kontrolowano jedynie za pomocą USG i tomografii komputerowej. U 80 proc. osób, które nie były leczone, przez trzy lata choroba się nie rozwijała lub nastąpiła remisja.
Jeszcze bardziej zaskakujące są wyniki badań prowadzonych wśród chorych z  zaawansowanym rakiem nerki z przerzutami do innych narządów. Porównywano chorych, którzy otrzymali placebo, z osobami leczonymi zgodnie z  przyjętymi standardami. U 6 proc. leczonych pozorowaną terapią rozsiane guzy cofnęły się. Tyle samo było remisji choroby u chorych poddanych standardowej terapii.

Czy leczenie raka zawsze jest konieczne? – pyta Martin Gleave University of British Columbia.
Wygląda na to, że nie, ale  nie wiadomo, u kogo nie jest potrzebne. Dlatego leczy się wszystkich tak samo i to się długo nie zmieni. Bo nie sposób przewidzieć, u kogo nastąpi „cudowne wyzdrowienie".

Rak może się cofnąć nawet u chorego, któremu lekarze nie dają już nadziei. Według „American Scientist" w literaturze medycznej minionego stulecia zarejestrowano prawie tysiąc przypadków tzw. samoistnych remisji raka. Są to chorzy, u których nie można podejrzewać błędnego rozpoznania choroby ani tego, że pomogły im uznawane i skuteczne metody leczenia. Podobnych przypadków jest więcej, ale nie zostały właściwie udokumentowane.
Przebieg choroby nowotworowej jest czasami nieprzewidywalny. Rozwój raka nerki w znacznym stopniu zależny od  reakcji układu immunologicznego. Gdy jest dostatecznie silna, może dojść nawet do remisji przerzutów raka do płuc u chorych z operowaną lub  nieoperowaną pierwotną zmianą nowotworową. Tak się zdarza u pacjentów z  tzw. jasnokomórkowym rakiem nerki. 

Nieprzewidywalne są też tzw. nowotwory chimeryczne, których przykładem jest czerniak, jeden z  najgroźniejszych nowotworów złośliwych. Ten rak zwykle szybko powoduje przerzuty i po upływie zaledwie pół roku może doprowadzić do zgonu. Ale  niektórzy pacjenci żyją wiele lat. Dochodzi nawet do cofnięcia się choroby. Podobnie mogą przebiegać rak pierwotny wątroby, rak piersi i  inne nowotwory złośliwe.
Według dr. Otisa Brawleya z American Cancer Society, w rozwoju na pewien czas zatrzymuje się 25-30 proc. nowotworów złośliwych. W takich przypadkach nie wiadomo, czy pomogła terapia, czy efekt nastąpiłby i bez leczenia. Nie można mówić o wyleczeniu, bo  choroba może wrócić po latach. 

Źródło internet

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza